niedziela, 8 listopada 2015

Czwarta lekcja!
Przepraszam Was bardzo, że tak długo nie pisałam. Miałam wielki problem z laptopem i przez prawie miesiąc był w naprawie .-. i do tego jeszcze doszły wszystkie sprawdziany i testy w szkole. Nie przedłużając już przejdźmy do tematu posta. 
Tak dawno nie pisałam, że już nawet nie pamiętam kiedy miałam jazdę ;-; 
Kiedy dotarłam do stajni było  niej naprawdę sporo ludzi. Jedna dziewczyna miała jazdę na lonży, dwie pozostałe czekały. Po dłuższych oczekiwaniach przybyła instruktorka. I znów musiałam czekać aż koń będzie osiodłany i wyczyszczony. Poszłam do stajni i chwilę rozmawiałam z właścicielem szkółki. Tego dnia miałam jeździć na nowym nabytku - Robenie.  Następnie instruktorka wyprowadziła konia na padok. Koń był nie rozgrzany więc musiał najpierw pochodzić na lonży. Po kilku minutach moją instruktorkę zawołał właściciel więc mogłam sama 'po lonżować' konia. Niestety na padoku obok jazdę na klaczy miała jakaś dziewczyna. Jej klacz miała wtedy ruję i nie chciała chodzić.Musiałam z Robenem iść na mały padok. Kiedy wsiadłam zostałam na chwilę sama. Pochodziłam z Robenem stępem kilka kółek. Potem wróciła instruktorka. Jeździłam slalomy stępem. Potem przyszedł czas na kłus. Roben był kłusakiem więc miał naprawdę szybki kłus. Do tego jak chciałam żeby zakłusował to miał  taki jakby 'spóźniony zapłon' tzn. rozpędzał się dopiero po chwili i jak przyśpieszał to odrzucał mnie tak do tyłu. I jeszcze strasznie machał głową i ciągnął mnie tak, że spadałam mu na szyję. Pod koniec jazdy przyszła jeszcze druga instruktorka i pojechałam jeszcze na okrągły padok. Po skończonej jeździe zaprowadziłam konia do boksu i pomogłam go rozsiodłać. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie dała Robenowi marchewek :)
To tyle z mojej jazdy, mam nadzieję że post się podoba. Papa :)